Rekolekcje Wielkopostne w Klenicy 15.03.2020 – ks. Wojciech Kania -Wrocław

Rekolekcje Wielkopostne w Klenicy 15.03.2020 – ks. Wojciech Kania -Wrocław

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 15.03.20

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Niech będzie pochwalona także Najświętsza Maryja Panna…

To pozdrowienie Maryi przeze mnie Kochani chrześcijanie, Katolicy, ma swój głęboki sens. Na progu tych naszych wspólnych zmagań. Bo rekolekcje to nic innego, jak właśnie zmaganie się, ze sobą,  z własnym sumieniem. Z pytaniami, które rodzą się w sercu. Dokonuje się to poprzez ową wrażliwość serca. Serca, które ktoś…, bądź coś …pobudziło do refleksji. Rekolekcje, to próba ujrzenia siebie w prawdzie. Jeśli możecie, proszę Was, zaproście na te rekolekcje tych, którzy rzadko albo nawet nigdy nie przychodzą do Kościoła. Jeśli Was przekonam do siebie, a w zasadzie nie do siebie ale do Pana Boga, a zarazem jeśli stanę się dla Niego, dla Pana Boga naczyniem, w którym Wam Go, czyli Pana Boga podam, tak jak podaje się obiad ukochanej osobie, będę szczęśliwy. Rekolekcje to po części także odpoczynek. Odpoczynek od nieustannej gonitwy: za chlebem, za pieniądzem, za oczekiwaniami, zarzutami, niezrozumieniem. Dlatego do tych rekolekcji wobec Was, a zarazem do Moich rekolekcji z Wami zapraszam Maryję, bo to najlepsza Matka, Matka, która Wszystko rozumie i sercem ogarnia każdego z nas.

 

Rekolekcje zatem, to przypomnienie sobie kilku podstawowych prawd odnośnie życia. Czy możecie się zgodzić z Edytą Geppert i powtórzyć za nią słowa? Uparcie i skrycie och Życie kocham Cię nad życie. W każdą pogodę potrafią moje oczy młode odnajdywać Twą urodę.. Choć barwy ściemniasz, choć mi wędrówki tej nie uprzyjemniasz, choć się marnie odwzajemniasz…Kocham Cię Życie… Aby nie utracić życia trzeba je chronić, a zatem należy być czujnym…Trzeba poniekąd być strażnikiem samego siebie i nieustannie czuwać aby tego skarbu jakim jest nasze życie nikt nie ukradł… Życie to wielkie czuwanie, z otwartymi oczyma i sercem otwartym. Czuwać, to wzrok ku niebu kierować, nie tylko gdy trwoga i boleść przenika. Czuwać to rano dzień dobry mówić Bogu domowych pacierzy rytmami, a gdy wieczór zapada – oddawać Mu trud i znój codzienny, radości, upadki. Bo czuwać każdy codziennością przywykł. Matka co Syna oczami miłości wygląda, przez okno nadziei na przyszłość wystawione, w swym czuwaniu niespokojna, starą modlitwę do Jezusa zanosi. Ojciec, co w głębi swego jestestwa rodziny znamię nosi, rudem i potem oddania naznaczone – troskliwym czuwaniem ogarnione. Wszyscy, co w świata troskach trwają, misję pełnią, do czuwania zostali zrodzeni, lecz często słabną na drodze oddania, bowiem przygniata ich ciężar czuwania. Czuwać, to Bogu ufać, bezgranicznie i ciągle, jak niegdyś to pradziadowie czynili, gdy o wolność swe modły przed tron Boga nieśli. Jakże brakuje nam często ufności w dobroć i opiekę Boga. I choć bądź wola Twoja wołanie niesiemy, nie zawsze jest ono ufności głosem.

 

Nie można by żyć bez ufności ku Bogu kierowanej, co treścią życia i wiary jest fundamentem, którą tu Bóg swych synów otacza. „Cóż Ci oddam za tę bezbronność, która nie skąpi mi dnia, przecież Ci Panie nie wolno, ufać takiemu jak ja.” (Wojtyła). Ufać, znaczy kochać, 1. Boga co jest miłością i 2. ludzi – braci moich. Kochać bez wyrachowania i bez żadnej wdzięczności. Kto kocha widzieć chce choć cień postaci. I tak się kocha Matkę – ojca – braci. (Słowacki). A nade wszystko Boga, co rękę swą miłości, ku człowiekowi zbliża, gdy ten już znikąd pomocy zasięgnąć nie zdoła. Bo kochać tylko Bóg i człowiek potrafi i miłość jest znakiem jedności. Jedności co swego źródła w sercu ludzkim wygląda. Czy zadajesz sobie czasem pytanie: po co to wszystko??? Ja sobie je zadaję, ponieważ coraz częściej, wraz z upływem lat wiem, że odpowiedzialny jestem nie tylko za własne uświęcenie ale też powierzonych mi ludzi… Moje czuwanie to troska o zbawienie… I Kochani, na wstępie tych naszych Rekolekcji. Ja jestem normalny facet z krwi i kości i daleko mi do tych wielkich rekolekcjonistów, którzy z ambony głosili piękne słowa lub straszyli piekłem. Na życie, szczególnie na życie drugiego człowieka trzeba patrzeć wieloaspektowo. Nasze osądy są często mylne, bo widzimy jedynie fragment życia drugiego człowieka. Nie wiemy co go ukształtowało, że dzisiaj jest taki a nie inny… Oceniamy Kochani niestety wszystko i wszystkich, natomiast do samych siebie często pozostajemy bezkrytyczni. Ważna w tym względzie uwaga…Wy patrzycie na ołtarz, jest nowy ksiądz, kolejny…, bo wielu już widzieliście… Patrzycie na niego, jak się porusza, jak zachowuje, co mówi…Czasem ołtarz to teatr jednego aktora… A wierni to widownia… Tymczasem ja na kościele nie widzę jednej twarzy, ale bardzo wiele… Jedni udają, że słuchają, inni pewnie myślą: kiedy on skończy, kolejni skupiają się n słowie, ale też na całej treści liturgii. Lubię patrzeć na ludzkie twarze…Tak wiele w nich dostrzegam, tak wiele rozumiem… Ufam głęboko, że w chrześcijaństwie  nie ma spotkań przypadkowych…

 

Gdybym będąc na urlopie w minionym roku nie zadzwonił do ojców Salwatorianów w Międzywodziu i nie umówił się na rekolekcje dla kapłanów nigdy nie spotkałbym Waszego księdza proboszcza… Co więcej: Gdybym nie zabiegał o jego numer telefonu nigdy byśmy się pewnie więcej nie spotkali…Pewnego dnia wysłałem mu jedno z moich kazań i wtedy oddzwonił i zaprosił mnie do Was… Ale był też czas trudny w moim życiu, a mianowicie w styczniu 3 pokrewne choroby: zapalenie tkanki miękkiej, ucha środkowego, korzonków. Bez zwolnienia od styczniowej kolędy i duszpasterstwa, gdzie na 12 tysięcy ludzi jest nas trzech, kapłanów. No to nie ma miejsca na choroby, trzeba pracować. Wiem, niektórzy ludzie myślą , że ksiądz to odprawi jedną Mszę a potem cały dzień leży kołami do góry…Najlepiej wychodzi nam oceniać innych, tak samo jak najbardziej lubimy liczyć i wydawać cudze pieniądze. Ale do rzeczy!!! Skoro jestem z Wami…Ale i jestem dla Was…(przez 3 dni będę gościem Waszego Proboszcza… Jeśli będzie taka potrzeba udostępnię numer telefonu i postaram się być pomocny…) Zatem raz jeszcze: Skoro jestem z Wami stawiam to trudne pytanie: czy Ty naprawdę wierzysz w Boga? I nie chodzi mi o Twoje wywody na temat księży i papieża… Odrzucam też Twoje bardziej czy mniej uzasadnione intelektualne dysputy o tym co przemawia za tym że Bóg istnieje, albo że Go nie ma… Stawiam to pytanie w relacji do Twojego Serca… Wierzyć w Boga to jedno ale pokładać w Nim ufność to o wiele wyżej zawieszona poprzeczka…

Żeby chcieć odpowiedzieć samemu sobie na pytanie: czy wierzę tylko w Boga czy pokładam w Nim nadto ufność ??? należy wrócić do dzieciństwa… Dlaczego? Bo tego od nas wymaga Jezus… Dopóki nie staniecie się jak dzieci nie możecie wejść do Królestwa Bożego… Dorosłość to najczęściej pycha i wyniosłość, to spory i wątpliwości… Tymczasem dzieciństwo… to bezgraniczna ufność w Anioła Stróża, pewność,  że Mikołaj przynosi prezenty i miłość oparta nie na pożądaniu zmysłów… Pięknie o tym piszę św. Paweł Apostoł w 2 w tzw. Hymnie o miłości…Gdy byłem dzieckiem myślałem jak dziecko… Wychowałem się w katolickiej rodzinie… Ale nie mogę powiedzieć, że w rodzinie idealnej… Tato z Małopolski, Mama z Warszawy… Gdy było Powstanie Warszawskie babcia z moją mamą uciekali 1 sierpnia. Wybuchła bomba… Babcia upuściła maleńką na rękach moją mamę i przysypał ją gruz… Gdy opadł kurz babcia słyszała płacz dziecka i szukała na oślep aż znalazła niemowlę… Tata był trudny ale wiem, że sam miał trudne dzieciństwo, i co więcej trudnego ojca… Gdy byłem malcem przywoził z pracy prezenty ale gdy zachorował na cukrzycę diametralnie się zmienił… Stał się trudnym człowiekiem. Bałem się go. Psychologia osobowości mówi, że jaki ojciec ziemski taki i niebieski… Dlaczego więc zostałem księdzem? Przecież mógłbym Boga jako ojca wykreślić z mojego życia raz na zawsze… Po latach doświadczenia wiem jedno… Bóg nie robi sobie żartów z człowieka… Moja pierwsza komunia była smutna… Zmarł dziadek, ojciec mojej mamy. Był kolejarzem i jeździł dawną lokomotywa na węgiel… Na komunię pozostali goście z pogrzebu… Gdy odjechali pewnego dnia modliłem się przed tym obrazkiem z pierwszej komunii..  Nikogo nie było w domu. Przeciąg sprawił, że między pokojami zatrzasnęły się drzwi i na drobne roztrzaskała się szyba… Nie wiedziałem że jestem poroniony szkłem… Bałem się reakcji ojca i wolałem do przechodniów o pomoc… I przechodziła niby przypadkiem moja ciocia, siostra mojej mamy…  Zanieśliśmy te drzwi do szklarza, a po powrocie rodziców nikt się nie spostrzegł że jest inna szyba w drzwiach między pokojami… Tak właśnie działa Bóg w życiu każdego z nas… Z impetem a jednak dyskretnie… Zastanawiam się jak poprowadzić z Wami te Rekolekcje, jakiego użyć klucza na trzy dni naszych spotkań: pierwsza myśl to trzy cnoty: wiara, nadzieja i miłość… A może nie… Taka inna myśl pojawia się teraz w mojej głowie, a skoro w głowie to też i w sercu… Skoro przeżywamy Wielki Post i nasza obecność w Kościele osiągnie Radość w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego…Warto rekolekcje oprzeć na innych trzech wymiarach: cierpienie, śmierć, zmartwychwstanie… Modlę się, by moje marzenia odnośnie tych rekolekcji wydały plon w Waszych sercach… Dziwne prawda?  ja pisząc  sercem, modlę się by to co mówię dotarło do Waszych Serc… Anthony de Saint Exupery w Małym Książę pisze że tylko sercem widzimy dobrze a najważniejsze jest dla oczu niedostrzegalne…

W Biblii serce to siedlisko uczuć… Przysłowie mówi: miej serce i patrz w serce… Michał Bajor śpiewa, : nie chcę więcej, moje serce do życia wystarczy mi… O ludziach, którzy nie mają serca czasem mówimy, że są bezduszni… Ostatnio sam wysnułem wniosek: pokaż mi  jak traktujesz zwierzęta a powiem Ci jakim jesteś człowiekiem… Tak zatem Kochani te rekolekcje napisałem dla Was pisał sercem i starałem się, by to wszystko przemodlić… Bez Pana Boga te rekolekcje będą jedynie czczą gadanina, ot paplaniem przy ołtarzu… Kluczem rekolekcji niech będą słowa: MIŁOŚĆ… POKORA…. UFNOŚĆ czyli Nadzieja…. A Nadzieja nadto wobec trzech innych wymiarów: sprawiedliwość, miłosierdzie i… OSOBISTY RACHUNEK SUMIENIA… Kochani!!! tak do Was się zwracam,  a zarazem zadaję pytanie samemu sobie? Jacy Wy dla mnie jesteście kochani??? Przecież ja wcale Was nie znam, nie wiem jak macie na imię, co przeżywacie poza kościołem, jakie są wasze rodziny… Nic o Was nie wiem tak samo jak Wy nic nie wiecie o moim życiu, a jednak zwracam się do Was tym nieco wytartym sloganem duszpasterskim czyli:.. Kochani!!! Błogosławieni jesteście gdy siadacie u stóp Jezusa, Bo nie ma co się oszukiwać… Ten Kościół jest Waszą Małą Ojczyzną. Niezależnie kto tu będzie proboszczem… I przez kolejne lata… Będziecie tu przychodzić, jeśli wiara się w Was ostanie aby chrzcić dzieci i wnuki, posyłać do pierwszej spowiedzi i komunii, cieszyć się bierzmowaniem, uczestniczyć w zaślubinach małżonków a może nawet w święceniach kapłańskich lub profesji zakonnej Waszych dzieci… Ale i przychodzić będziecie z bólem, po stracie najbliższych… Jeśli zajdzie potrzeba zaproście mnie na polanę lub do gospodarstwa i opowiedzcie o swoim życiu… Póki co to ja zapraszam Was , jak również Waszych krewnych i przyjaciół do tego kościoła, na to ważne spotkanie z Jezusem…  Pamiętaj: Bóg Chrystusowy…, gdy z daleka zobaczy syna marnotrawnego, wybiega mu naprzeciw. A gdy ten upadnie Mu do stóp, podnosi go i prowadzi do domu. Bóg Chrystusowy… zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, a idzie i szuka tej, która zginęła. Ucz się patrzeć na swoje życie w prawdzie, ucz się przyznawać do własnych ograniczeń, ucz się odnajdywać w sobie samym źródło wewnętrznej radości, wracaj do niego i ciesz się jego czystością, tak jak cieszyłeś się dniem pierwszej komunii. Pamiętaj, że nie ma grzechu, którego Bóg by ci nie wybaczył, bo On zawsze czeka Twojego powrotu i niezależnie jak bardzo byś się od Niego oddalił On cię przygarnie pod swoje skrzydła, otuli cię płaszczem swojej miłości i wskaże najpiękniejszą ścieżkę…. do szczęśliwego Twojego przyszłego życia.

 

 

You must be logged in to post a comment.